Co się dzieje na pokładzie, zostaje na pokładzie… chyba że jesteś stewardesą i piszesz o tym książki 😄
Powiem Wam coś, czego nigdy byście się nie spodziewali, że może się wydarzyć na pokładzie samolotu. A więc nawet nie przyszło Wam do głowy, żeby o to zapytać. Jeśli po przeczytaniu tej historii stwierdzicie, że to trochę obrzydliwe – przepraszam. A jeśli lubicie mocniejsze poczucie humoru – proszę bardzo, częstujcie się. 😁
Boarding level hard – pasażerowie w trybie Noego
Tuż przed boardingiem żegnamy się z resztą załogi znakiem krzyża. Standardowe wejście pasażerów powinno zająć maksymalnie godzinę. Ale dziś nie jest standardowo – dziś nie ma NIC normalnego!
Ten lot wygląda jak scena z filmu katastroficznego albo… jak zaokrętowanie zwierząt do arki Noego. Totalny chaos i ścisk! Lot do Bombaju przy tym to sielanka.
Samolot pełen półnagich pielgrzymów lecących do Mekki na tradycyjną muzułmańską pielgrzymkę – hadżdż. Mężczyźni mają na sobie specjalne białe szaty (czy raczej prześcieradła), które owijają się wokół ciała jak ręcznik w rzymskich łaźniach. I nie raz i nie dwa taki ręcznik nagle się rozwija i przed oczami mam brzuszastego pana w samych gaciach.
Żadnych walizek. Cały ich dobytek upchany w plastikowych torbach. Prawdziwi pielgrzymi, zero bagażu z logiem Louis Vuitton.
Zdezorientowani, nie mówią słowa po angielsku, pokazują mi kartę pokładową dokładnie dwa centymetry od nosa. Muszę odprowadzać ich na miejsca jeden po drugim. I rękami pokazywać, że teraz – siadać.
Panika mode: ON
Pocę się jak w saunie i próbuję nie spanikować, gdy czterech Arabów gada do mnie jednocześnie, a piąty macha z końca kabiny. Gdy tylko odejdę, żeby pomóc kolejnemu zagubionemu pielgrzymowi, poprzedni… siadają zupełnie gdzie indziej.
SERIO?! Wracam i próbuję ich przesadzić na właściwe miejsca. Ale w tym chaosie nie da się nad tym zapanować. I tak przez ponad godzinę gram w żywe domino. Z połową kabiny.
Już prawie wszyscy siedzą, kiedy nagle jeden pan przywołuje mnie energicznym machnięciem ręki. Co teraz?
Ktoś siedzi na jego miejscu i nie chce się ruszyć. Z uśmiechem (ale w środku już klnę jak szewc) proszę go o kartę pokładową. Okej, prowadzę go na jego prawdziwe miejsce. Ale niespodzianka – TAM TEŻ KTOŚ SIEDZI.
Zmieniam kierunek i prowadzę tego drugiego na jego miejsce… ale zgadnijcie co? TAK – znowu zajęte. Mam tak bawić się w stewardesowe krzesełko z pięcioma osobami?
Dżudda – ty potworze
„Wszyscy i tak siedzą gdzie chcą, wciśnij go gdziekolwiek,” mówi do mnie kolega zrezygnowanym tonem. I ma rację. Noe by tego nie ogarnął. A my jeszcze nawet nie wystartowaliśmy!
Czuję, jak pot ścieka mi po plecach. Ci pasażerowie są straszni! Dla wielu z nich to pierwszy lot samolotem. Dla niektórych może pierwszy raz w życiu w jakimkolwiek pojeździe z silnikiem.
Ale jakoś musieli się dostać na lotnisko, prawda? Są biedni, prości, bez doświadczenia. I mimo wszystko… staram się im w duchu wybaczyć.
Śmierć na pokładzie? Nie, dziękuję! 😳
Czasami podczas filmu bezpieczeństwa ktoś z pasażerów nam pomacha. A my… udajemy, że nie widzimy. Oficjalnie w tym momencie mamy stać na swoich pozycjach i ignorować jakiekolwiek prośby. Tylko że tym razem… zaczyna się dziać coś bardzo, BARDZO złego.
Samolot właśnie toczy się po pasie startowym, kiedy jeden pasażer nagle WYSKAKUJE z fotela. Dosłownie! Zaczyna panicznie gestykulować i pokazywać na starszego pana obok siebie.
O nie. To nie będzie jedna z tych sytuacji, gdzie mogę udawać głuchoniemą stewardesę. Inni pasażerowie też zaczynają krzyczeć – coś po arabsku – i wszyscy pokazują na tego starszego pana.
Czuję, jak skacze mi tętno. Adrenalina 3000. Co się dzieje?!
Dobiegam na miejsce. Starszy mężczyzna łapie się za szyję, próbuje złapać oddech. W szyi ma otwór po tracheotomii, a z niego… wystaje coś plastikowego. Albo raczej wystawało, bo teraz z tego miejsca coś wypadło. On się dusi! I próbuje to coś na powrót wcisnąć do dziury.
Nie może mówić. Nie może oddychać. A ja? Też panikuję. Staram się mu pomóc, próbuję to coś włożyć z powrotem – bez skutku. Nie wiem, co robię! 😵
Facet, który jako pierwszy zwrócił uwagę, coś mi mówi. Ale mówi szybko, nieskładnie, w nerwach. Nie rozumiem nic. A czas leci.
To nie może tak się skończyć.
Biorę interfon i natychmiast wołam kapitana – to samolot, który NIE MOŻE wystartować. Wzywam też superwajzorkę i purserskę. Superwajzorka to kierowniczka klasy ekonomicznej – musi wiedzieć wszystko, co dzieje się w naszej części.
W Emirates mamy konkretny trening z pierwszej pomocy, porodów na pokładzie, a nawet… śmierci. Ale na coś takiego? Nikt nie jest gotowy. Serio.
Jak się skończył ten lot? I czy udało się uratować pasażera? 🤯 Opisałam całą tę historię w jednej z najbardziej emocjonujących rozdziałów Dziennika stewardesy. Znajdziesz tam też legendarny rozdział o chińskich lotach (tak, musiał powstać osobny rozdział – bo te loty to inny wszechświat 😅). Ale ostrzegam – loty do Chin są… obrzydliwe!
Zrobili nam kupę na podłogę!
Saudyjczycy właśnie wysiedli. Jesteśmy w połowie dzisiejszego lotu. Ekipa sprzątająca musi ogarnąć kabinę, a my… zaczynamy wszystko od nowa. Dasz radę, Marika! Siedzę na swoim jump seacie i oszczędzam resztki energii. Mdli mnie. W takich chwilach ratuje mnie tylko sok pomarańczowy.
Nagle sprzątacz otwiera drzwi toalety tuż obok mnie i zaczyna głośno kląć. Odwracam się, żeby zobaczyć, o co chodzi. Na ziemi leży gówno! A ktoś zamiast papieru toaletowego wytarł się o ścianę toalety!
I to jeszcze nie koniec atrakcji po locie do Arabii Saudyjskiej. W kabinie trzeba wymienić tapicerkę na kilku siedzeniach. Tak, są zasikane!
Ekhm, musiałam zrobić zdjęcie tej kupie, bo wiedziałam, że w domu nikt mi nie uwierzy (tak, to TA ze zdjęcia w poście 😅). Wtedy jeszcze nie wiedziała, że kiedyś zostanie sławna.
Po raz pierwszy ujrzała światło pokładowej toalety w maju 2017 roku. Najprawdopodobniej pochodzi z ciała pewnego Saudyjczyka. Wagi i wymiarów nie znam, ale wyglądała na całkiem żywotną. Przynajmniej do momentu, kiedy sprzątacz się z nią rozprawił. Coś mi mówi, że nie pożyła długo. R.I.P., malutka. 😄
No i co z tego? Na tym właśnie polega praca stewardesy (albo stewarda) w Emirates. Czasem kupa, czasem wymioty, smród i śmieci – prawdziwe życie na pokładzie (spokojnie, tylko na niektórych lotach 😜) – bez filtrów i lukru. 😎


















